piątek, 2 lipca 2010

Florence by night

Fotostory babskiego wypadu do Florencji czas zacząć :)
"Dzień zero", bo od niego chciałabym zacząć to dla mnie zawsze dzień podróży, która w tym wypadku trwała cały dzień i kawałek nocy! Z zadowolonymi minami wsiadamy do busika - pamiątkowe zdjęcie z kierowcą
:)


Kind of translation:
First part of photostory from Florence :)
"Day zero" it's always a journey day for me. Happy faces before coming into bus :)




Busik ze Szczecina zawiózł nas wprost na lotnisko w Berlinie, gdzie miałyśmy jeszcze sporo czasu na kawkę, ciacho i przestudiowanie rozmówek polsko-włoskich ;) niektóre teksty były rewelacyjne, np. "Ma pan dziurę w spodniach" :D

Bus from Szczecin took us to Berlin airport, where we had a lot of time to drink, eat and study Polish-Italian phrasebook ;) some sentences were hilarious ex. "You have a hole in Your pants" :D



Niestety nasz lot miał kilka godzin opóźnienia i miny troszkę nam zrzedły, szczególnie, że leciałyśmy do Pizy a naszym miejscem docelowym była Florencja. Zaczęłyśmy robić się głodne,ale całe szczęście moja przezorna mama ugotowała nam jajka na twardo, które okazały się pyszniejsze niż kiedykolwiek ;)

Unfortunately our flight had few hours delay. We got hungry but my wary mum made us boiled eggs - these were the best eggs ever ;)



Po spokojnym locie i jeździe busem z Pizy do Florencji przyszedł czas na trafienie do naszego apartamentu ;) zamiast płacić za taksówkę, postanowiłyśmy zrobić sobie nocny spacer przez Florencję.

After flight and another bus ride from Pisa to Florence we needed to find our apartment ;) we've decided to take a walk in the middle of the night in Florence.




Gdzie nieodłącznie towarzyszyły nam kabanosy :D



Dobre przestudiowanie mapy to podstawa
;)

Studying map ;)







Więc studiowałyśmy ją często i stadami ;)



Szybkie spojrzenie na Most Złotników
:)

Quick look at Ponte Vecchio :)





I idziemy dalej...

Just keep walking...




Po drugiej w nocy wreszcie dotarłyśmy do mieszkania... i musiałyśmy czekać na Panią, która nam je otworzy.

It was after 2am when we finally got to our apartment... and we needed to wait for the landlady to open the door.



Pani była zalana w pień, ale na szczęście nie zgubiła po drodze kluczy
;)

Landlady was sooo drunk! Luckily she didn't loose the keys on her way ;)



Ostatnie spojrzenie przez okno...

Quick look through the window...



I dobranoc ;)

And good night ;)


7 komentarzy:

  1. zazdroszczę! i widzę, że Zaćmienie czytasz :) też zazdroszczę, bo ja już kilka razy wyczytałam tę część :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hihi mam wrażenie że kabanosy są nieodłączną częścią każdej podróży do Włoch;) Mi też ostatnio towarzyszyły;)

    OdpowiedzUsuń
  3. sandrita: Zaćmienie ale po angielsku ;) po polsku już czytałam i muszę przyznać, że w oryginale jeszcze bardziej mi się podoba.

    uglierfriend: ja znów do Włoch wybywam za tydzień i na pewno znów wezmę kabanosy, bo nie raz nas uratowały ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, zazdroszczę :/ Ja w tym roku jestem uziemiona na wakacje, ale zamierzam się jawnie i bez wyrzutów sumienia lenić przez całe :D A co, należy mi się!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale masz fajnie, zazdroszczę :)
    Ja dziś jadę nad nasze polzkie morze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. cudownie zdjęcia, aż chce się tam być :)
    pozdrawiam
    DaisyLine
    DaisyLine from http://daisyline.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Feel free to write whatever You'd like to say :)